Prasa donosi, że powstaje obecnie film pod tytułem „Noce i dnie w kobiecym obozie Auschwitz-Birkenau”. Obraz dotyczy „katastrofalnych warunków sanitarnych, pracy w kobiecej orkiestrze i domu publicznym dla więźniów”. Jego autorka, dziennikarka Kinga Wołoszyn-Świerk, dopowiada, że będzie to reportaż „o życiu codziennym kobiet w obozie. Poruszam tematy będące dziś tabu”. Rolę konsultantki naukowej odgrywa w tym przedsięwzięciu Agnieszka Weseli, historyczka seksualności od gender studies.
Wbrew sugerowanym pozorom jednak – przez potencjalne skrzywienie ideologiczne przesłania – wydaje się, że film ten okazać się może cennym fragmentem w odtwarzaniu czy utrwalaniu pamięci o ofiarach obozów koncentracyjnych. (Mają w nim być zawarte unikatowe relacje byłych więźniarek). Nawet poprzez ujmowanie urywków z życia „dopasowanej” grupy więźniów lub z właściwym sobie komentarzem, obraz Wołoszyn-Świerk włączyć się może do całokształtu wiedzy o tym tragicznym miejscu. Ów feministyczny kontekst, dziś raczej charakterystyczny, niewykluczone, iż za kilka, kilkanaście lat będzie już nieczytelny. Pozostanie z tego może bardziej dokument, wspomnienie, aniżeli genderowe rozgrywanie historii.
Niemniej, mowa o tym, że poruszone w filmie problemy stanowią obecnie tabu, jest przerysowana. Dla każdego zainteresowanego kwestiami Konzentrationslager nie stanowią one tajemnicy, ani nie napotykają cenzury w ich odkrywaniu. (Ograniczone jedynie brakiem odpowiednich dokumentów, wspomnień lub dotarciem do świadków). Ale wgląd do informacji poprzedza ciekawość, chęć bycia zainteresowanym. Ogólna zaś wiedza w społeczeństwie na temat funkcjonowania obozów i życia codziennego uwięzionych jest co najwyżej mierna. Zatem i lagrowe domy publiczne (Puffy) nie weszły w krąg „zmowy milczenia”, ile są objawem obojętności, a czasem nawet świadomego wycofania. Tożsame jest to z (nie)posiadaniem wiadomości o innych "szczegółach" na terenie Auschwitz-Birkenau. Ludzie zwykle nie chcą albo nie potrafią – z różnych przyczyn – zagłębiać się w cały ten koszmar.
Z lekka groteskowy jest także komentarz autorki na temat domu publicznego. „To ostatnia rzecz, jakiej się spodziewałam w Auschwitz” – stwierdziła Kinga Wołoszyn-Świerk. Ciekawe. Auschwitz-Birkenau to przecież miejsce określone jako anus mundi (pierwotnie przez obozowego lekarza SS Heinza Thilo), a jego odczytanie jest jednoznaczne. Ukazało ono okropności ludzkich poczynań, gdzie – jak wspominał chociażby Primo Levi – dominowała brutalizacja w zetknięciu z innym więźniem i z rzeczywistością obozu. W tak patologicznej więc sytuacji mogłoby raczej zdumieć utworzenie parytetów płci czy niedzielnych szkółek.
Dlatego też rzekome przerwanie tabu o komandzie Puff bądź o homoseksualizmie w Auschwitz-Birkenau przypomina bardziej osobiste przeżycie wywołane doinformowaniem animatorek filmu oraz wykazuje chyba jednak misyjny ferwor podzielenia się tą wiedzą, aniżeli rozsadzenie jakieś pilnowanej dobrym obyczajem tajemnicy.
Cytaty za: Jarosław Kałucki, Komando Puff w Auschwitz, Rzeczpospolita 22 stycznia 2010.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz