Niektórzy chasydzi postrzegają holokaust jako wydarzenie, o którym należy pamiętać, ale niekoniecznie ustawicznie o nim rozmyślać. Zbyt trudne bowiem stanowi dla ludzkiego umysłu wyzwanie. Permanentna medytacja – przynajmniej w tym przypadku i jeśli rzeczywiście taka się przydarza – sprzyja uzewnętrznianiu emocjonalnych czy wręcz metafizycznych wniosków, które dręczą człowieka nawet podczas snu. Pozostaje on jeszcze bardziej bezradny wobec nadmiaru wyobraźni.
Arcybiskup Życiński skierował ponoć pytanie do amerykańskiej młodzieży: "Jak sobie wyobrażacie Auschwitz?". Odpowiedź współczesnego człowieka zabrzmiała niezdarnie: "Pewnie tam była tylko czarno-biała telewizja?". Tak postawione pytanie o Auschwitz budzi jednak me wątpliwości: brzmi wręcz sztucznie. Można przecież o czymś wiedzieć, nie umiejąc sobie tego wyobrazić. Zresztą, w oparciu o jakie wyobrażenie Auschwitzu zostało ono zadane? Mnie się zdaje, iż na próbie kontemplacji tego miejsca i wydarzenia. Dlatego ów test arcybiskupa wygląda mi na dywagację, grającą intelektem i na uczuciach. W tej metodzie odpowiedź "wyobrażającego sobie Auschwitz" będzie raczej zawsze "dziecinadą".
Przekonuje mnie bardziej "przerażający" dla niektórych autentyzm, że Auschwitz jest problemem trapiącym pasjonatów (zawodowców i amatorów), a niekiedy szaleńców czy dziwaków. I chyba ostatecznie też łatwiej mi się z tym pogodzić oraz czerpać z wiedzy i pamięci tych pierwszych, aniżeli ubolewać bądź oburzać się na człowieka, którego problematyka Auschwitzu z różnych przyczyn – podejrzewam, że mających niekiedy także swoje argumenty – nie frapuje.
*
Informację o pytaniu arcybiskupa Józefa Życińskiego zaczerpnąłem z bloga Stefana Wilkanowicza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz