Artur Rubinstein – Żyd z miasta Łodzi, prawdziwy Polak – w jednym z wywiadów na pytanie, co stanowi o Pana sukcesie, miał odpowiedzieć, że dystans do profesji, którą tworzy (potrzebne źródło). Innymi słowy, niezupełnie na poważnie trzeba brać od razu to, czym się człowiek w życiu zajmuje. Zwłaszcza może, jeśli jest to jego pasją.
Przyznam, iż spostrzeżenie Rubinsteina bywa i dla mnie wyznacznikiem, już choćby w rzeczach, które wyczyniam na niniejszym blogu. Aby coś zrozumieć lub tylko uchwycić, wypada się jakoś jednak zdystansować wobec przedmiotu zainteresowania. Mieć ten dystans i do własnego rozumienia. Może zabrzmi to brzydko, ale moje zainteresowanie (pasja) w kwestii tak makabrycznej, jak „Auschwitz” jest formą gry, a zatem jakiejś niezobowiązującej rozrywki. Dlatego w mych kategoriach myślenia mieści się na przykład „Eichmann w Jerozolimie”, ale brakuje już miejsca dla „Złotych żniw”. Ten ostatni gatunek rozmyślań zdaje mi się być ostatecznie bezproduktywny, choć przybiera szaty szczytnych celów. Nie zachowuje bowiem dystansu, o którym krótko było wyżej, dystansu, który jest czynnikiem poznania, zrozumienia. Przez własny heroizm potrafi stać się misjonarstwem, tak skorym do wyciągania zagadkowych morałów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz