Biografowie Karola Marksa opisują, jak to autor "Kapitału" spędzał niedzielne popołudnia w Londynie, wybierając się z rodziną i przyjaciółmi na pikniki do jednego z miejskich parków. Uczestnicy tej rozrywki śpiewali piosenki, czytali gazety, komentowali różne kwestie. Marks popisywał się umiejętnościami oratorskimi, ale potrafił też doprowadzić towarzystwo do śmiechu. "Na koniec – pisze Isaiah Berlin – dosiadał osła i jeździł przed całą kompanią – widok, który zawsze potrafił rozbawić".
Zdaje mi się, że taką komedię "Marksa na ośle" serwują nadal rozmaite sieroty po nim, które nawet nie uświadamiają sobie (albo chcąc być na tyle oryginalne, odrzucają ten zarzut), iż są parodią swego ojczyma w resztkach myśli, jakie po nim powtarzają. Oto na przykład, podobno jedna "z najbardziej wpływowych pisarek feministycznych", którą magazyn "Time" skatalogował pośród "prawdopodobnych przyszłych liderów Ameryki", opowiada, że "system ekonomiczny, w którym żyjemy jest brutalny w stosunku do człowieka, zarówno jego ciała jak i psychiki. Podobnie mężczyźni podlegają na tym rynku trywializacji, manipulacji, presji. Pisząc książkę "What Makes a Man", rozmawiałam z dziesiątkami facetów, którzy opowiadali, jak w ich życiu wielokrotnie narzucano im jakiś wizerunek męskości. I jeśli okazywali sentymenty, zaangażowanie emocjonalne, nie chcieli podporządkować się ogólnemu wzorcowi, nazywano ich ciotami, bito, ośmieszano. Możliwe, że pozycja mężczyzn jest jeszcze gorsza niż kobiet. Bo my mamy tradycję feministycznej krytyki, a oni nie mają nic". (Dziennik.pl, 12.12.2008).
Luźno więc odczytując powyższą myśl "wpływowej" autorki - stosując w rzeczy samej jej metodę - można powiedzieć, iż żyjemy w kapitalistycznym matrixie, który przypomina sytuację więźniów obozów koncentracyjnych lub obozów pracy. Relacje w takich zamkniętych miejscach odznaczają się przecież przemocą "w stosunku do człowieka, zarówno do ciała, jak i psychiki". Kobiety i mężczyźni podlegają w tych obozach "trywializacji, manipulacji, presji". Narzuca się im uwłaczający ich godności wizerunek, a jeśli mu się nie poddadzą, w najlepszym wypadku, będą bici czy ośmieszani. Dodać jednak wypada, że niektóre z bardziej widocznych różnic między idealnym systemem Konzentrationslager a ułomnym kapitalizmem, mówiąc bez ogłady, przejawiają się w tym, iż system kapitalistyczny umożliwia zakup w każdym "obozowym" sklepiku gumy do żucia, pozwala zdecydowanej większości jeść do syta, przemieszczać się bez przeszkód i w ogóle decydować o własnych wyborach. Nie wymusza także obowiązku pracy, a nawet pozwala ostentacyjnie próżnować i wypowiadać brednie.
Nie trzeba się wymądrzać, aby wiedzieć, że owa brutalizacja ludzkich relacji, nad którą ubolewa prawdopodobna przyszła liderka Ameryki, objawiała się w każdym spośród wymyślonych przez człowieka systemów. Działo się tak w feudalizmie, pod rządami komunistów, wreszcie w „hiperkapitaliźmie”, jak sama to określa. Ani żadna religia, ani tym bardziej żadna ideologia nie złagodziły na szeroką skalę tego stanu rzeczy.
Przywołana pisarka podsumowuje swą refleksję ciekawostką: "my [feministki] mamy tradycję feministycznej krytyki, a oni [mężczyźni] nie mają nic". Parodia "Marksa na ośle" przejawia się w tym właśnie, że "krytyka feministyczna" to w zasadzie nic innego, jak kolejna przefarbowana metoda zaproponowana przez Marksa. Krytyka zastanej rzeczywistości i relacji społecznych, zainicjowana przez sfrustrowanego mężczyznę.
Czym jest jednak, ta współczesna neokrytyka? Przeglądam fragmenty ostatniej chyba książki jednej z naszych narodowych feministek, wykształconej w Stanach Zjednoczonych – zatem metoda negacji pewnie nieodległa od przedstawionej przez cytowaną pisarkę amerykańską. Prezentacja poglądów spisanych przez reprezentantkę "polskiego skrzydła" przedstawia się zasadniczo w sposób pomijający … argumenty. Zwyczajnie, jest to krytyka przekonań i utrwalonych mentalnie "wrogich" pojęć (które nie muszą być przecież niepodważalne) przez samą ich negację. Bez podania alternatywy, bez argumentów mogących przekonać do "krytyki feministycznej". Zamiast tego jest preferowana abstrakcyjna metoda powoływania się na rozpoznane przez socjologów i historyków mechanizmy. Zbyt mało to jednak, aby ugruntować się w czymkolwiek, bez obawy odkrycia mechanizmów jeszcze nierozpoznanych, wykluczającyh te pierwsze, a które za chwilę mogą zostać przez tych samych specjalistów objawione. Tyle sparodiowana metoda krytyczna Karola Marksa.
Przypomina ona wciąż opinię Spenglera: "owi marksiści mocni są tylko w negacji, w kwestiach pozytywnych są bezradni. Zdradzają w końcu, że ich mistrz był tylko krytykiem, nie zaś twórcą. Pozostawił w spadku pojęcia dla świata czytelników". Co gorsza jednak, dodaje, "literatura może na chwilę stać się groteskową rzeczywistością".
"Marks na ośle" w powyższym wydaniu skierowany jest głównie do tych odbiorców, którzy bezkrytycznie przytakują już przyjętej analizie, obywając się bez racjonalnych racji, zbędnych dogmatycznej wierze. I wyznawcy "krytyki feministycznej" prawdopodobnie wcale nie potrzebują poważnych argumentów, ignorując tym samym, przypadkowego przechodnia, który nie przez swój szowinizm, lecz przez banalną ciekawość, potrzebuje także określonych uzasadnień.
Już w latach 20-tych XX wieku "krytyka idei marksowskich była skutkiem przesądów klasowych, krytyka idei freudowskich była skutkiem wypierania" (Popper). Tak i dziś pewnie, krytyka "krytyki feministycznej" jest rezultatem nieposiadania odpowiedniej świadomości. Ale to niestety brak określonego minimum, opatrzonego względnie przyzwoitą argumentacją, skazuje przywołaną literaturę na ryzyko zabawiania się nią przez ludzi z zewnątrz. (Sami "pokrzywdzeni" określają niekiedy takie postawy mianem "faszyzmu" czy czegoś w tym rodzaju, czym nie wzmacniają swej intelektualnej pozycji).
W jednym z listów do Engelsa, Marks miał nazwać londyńskie pikniki "bezsenną nocą wygnańca". Mnie zaś, takie metody podparte "Marksem na ośle", kojarzą się z marzeniami sennymi wyalienowanych. Tym bardziej to komiczne, kiedy odbywa się na poważnie. Ale i tym bardziej niepokojące, im mocniej naiwne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz