Chesterton zauważył kiedyś, iż rozmaici propagatorzy kształtowania stylu życia stali się ostatecznie klasą prześladowców. „Nowoczesna edukacja polega właśnie na tym, że zmuszamy ubogich, by porzucili swoje tradycje i przyjęli nasze”.
Dziś widowisko to bywa nawet zmasowane, przez co budzi mniejsze zdziwienie. Typowe ramy współczesnej męczarni, zafundowane „maluczkim” przez wszelkiej maści celibrites (pomijam przy tym nadgorliwych społeczników czy ambitnych urzędników), to natrętne uświadamianie w zakresie odżywiania, mody, seksu, wychowywania dzieci, traktowania zwierząt i klimatu oraz kształtowania politycznej poprawności. (Właściwie ta ostatnia wchłonęła już w siebie wymienione przed nią aspekty i tworzy z nimi pewną całość). Doraźni eksperci, literaci, aktoreczki, kobiety podające się za piosenkarki, kucharze i dietetyczki, socjologowie i psycholożki, dziennikarze bądź styliści i im podobni. Parodiują często odkrywców wyższej cywilizacji, którzy z zażenowaniem i uśmieszkiem traktują zetknięcie z pospolitą mentalnością i „tubylczymi” zwyczajami. Czasem (bo ich rola oddziaływania jest ostatecznie przeceniana) oduczają także od samodzielnego rozpatrywania prywatnych spraw, a przez to może od praktykowania swobody ducha w ogóle.
Nie wzdrygam się jednak przed fragmentem tej rzeczywistości. Zafundowany w niej spektakl przyjmuję takim, jakim jest, czy lepiej – w ten sposób, w jaki go rozumiem. Czasem z uśmiechem, czasem ze zdziwieniem i z zainteresowaniem, ale niekiedy też z pogardą. Zgadzam się z Marksem, kiedy mówi, że „przyroda jest dobra, nawet jeśli wydaje na świat potwory”.
1 komentarz:
Genialne
Prześlij komentarz