"Nic nowego pod słońcem". Ale może to i czasem lepiej, i zabawniej, że nadal jest "po staremu" niż "po nowemu". Młoda aktywistka ekologiczna żąda na łamach "Rzeczpospolitej" końca debaty w kwestii zmian klimatu. Bo już wszystko w tym zakresie jest wiadome. Niemal jak w Bibliotece pozytywistycznej Augusta Comte’a, wyznaczającej – cytat za Gilsonem – "katalog książek, które należy i wystarczy przeczytać, aby zdobyć wszelką wiedzę", niezbędną dla zdrowia społeczeństw. Tym razem, ów księgozbiór wiedzy zamkniętej stanowią jakoby komunikaty i raporty rozmaitych poważnych instytucji, oparte na obliczeniach i badaniach, wykluczające wszelką wątpliwość, że to poczynania człowieka są głównym zagrożeniem dla ekosystemu Ziemi.
Zjawisko więc typowe dla precedensu manifestów. Przedstawiciele radykalnych ruchów, antagonizujących przecież spory, ogłaszają bezsensowność dalszej debaty i bezskuteczność kontrargumentów wobec ich "prawdy objawionej". Nierzadko traktując przeciwników ostracyzmem. Bo "czas na dyskusje się skończył i nadszedł czas działania" – stwierdza wprost aktywistka. Nie od dziś o tym wiadomo. Przecież "filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić". Co prawda wyszło już z tej tezy globalne nieszczęście – choćby "zimna wojna" – ale przynajmniej nie można zarzucić jej adeptom "grzechu zaniechania".
Także fałszowanie danych i manipulacja nimi nie jest nowa przy zabawach w ulepszanie świata. Paul Johnson przypomniał w "Intelektualistach", na podstawie kilku krytycznych analiz, jak to "wobec pierwotnych i drugorzędnych źródeł pisanych Marks grzeszył tym samym rażącym niedbalstwem, tendencyjnymi przekłamaniami i jawną nieuczciwością, które cechowały pracę Engelsa […] Współpracowali oni często w oszustwie, choć Marks był bardziej śmiałym fałszerzem". Wiadomo, że porównanie o niczym świadczyć nie musi, jednak przykład ten staje się znamienny po opublikowaniu w necie maili i dokumentów działaczy z Climate Research Centre na Uniwersytecie Wschodniej Anglii. Wyszło z nich, jak nędznymi motywami i przekłamaniami posługiwali się naukowcy od propagowania zmian klimatycznych, wpływając na decyzje rządów. Rzeczywistość znów okazała się nie mieć wartości. Liczą się – w przełożeniu na konkretne sumy – dyrdymały.
Zdaniem aktywistki jednak treści tych plików są wyrwane z kontekstu. Niewykluczone. Tak, jak pewnie o przekrętach Marksa nie można nic powiedzieć, jeśli czytało się tylko lipskie wydania jego dzieł, nie zaś londyńskie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz