… czyli czterdziesty drugi film Woodego Allena. Zdaje się, że jest to opowieść faceta, który spostrzegł, iż „wyznania świat jest piękny!, żądają ode mnie zwykle ci, co mi go obrzydzili” - jak mawiał Stanisław J. Lec. Szczęśliwie jednak bohater odnalazł tę „ropuchę”, którą - przekonywał z kolei Sébastien Chamfort - trzeba połknąć co rano, „aby nie czuć obrzydzenia przez resztę dnia, kiedy się go ma spędzić wśród ludzi”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz