Przez około sześć godzin odbywała się w moim sąsiedztwie akcja ratunkowa niedoszłego samobójcy. Cztery radiowozy, trzy jednostki straży pożarnej, dwie karetki, dwie poduszki powietrzne, negocjator policyjny. Jakiś facet, podobno naćpany albo – jak kto woli – biedny człowiek z problemami, stał w oknie, wychodził na balkon z nożem, przystawiając go sobie do szyi, szantażując tym samym, aby nikt nie próbował do niego się zbliżyć.
Nie wyskoczył, budząc osobliwe rozczarowanie: ktoś zniecierpliwiony wyraził opinię większości zgromadzonego tłumu, że „mógłby już skoczyć”. Nie poderżnął też sobie gardła.
Pewnie to i dobrze, jak i żałosne, tyle, iż niezbyt zaskakujące. Bo do popełnienia samobójstwa potrzeba chyba jednak charakteru, aniżeli widowiska. Niemal wzorem tego próżnego temperamentu, który posiadali niegdyś mężczyźni z wyższych sfer, dla permanentnego zabawiania się podrywem kobiet.
Pewnie to i dobrze, jak i żałosne, tyle, iż niezbyt zaskakujące. Bo do popełnienia samobójstwa potrzeba chyba jednak charakteru, aniżeli widowiska. Niemal wzorem tego próżnego temperamentu, który posiadali niegdyś mężczyźni z wyższych sfer, dla permanentnego zabawiania się podrywem kobiet.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz