niedziela, 17 kwietnia 2011

Klimaty

"Wojna i sezon" Michała K. Pawlikowskiego. Pełna epizodów i anegdot opowiastka od wybuchu pierwszej do wybuchu drugiej wojny światowej. Napisana, jak ująłby to Znaniecki, przez „człowieka zabawy” (wszystko tu więc jest przygodą). Dodać wypada, że przez ziemianina wywodzącego się z kresów dawnej I Rzeczpospolitej.
Wiele spostrzeżeń z tej biograficznej powieści da się wynieść do rozmaitych refleksji o kształtowanej przez opatrzność i przypadek historii. Trochę szkoda, bo monotematycznie i jałowo – dla potrzeb niniejszego bloga – wyjmę te fragmenty, które określę "Grossowymi klimatami". (Oczywiście problem jest tu szerszy, bardziej złożony). Pisze Pawlikowski na przykład, jak to pod koniec I wojny światowej rozmawiał z dość zamożnym białoruskim chłopem:
– "Paniczu, cóż to takiego?! Przez cztery lata była straszna wojna. Myślałem, że wybiją tyle narodu, że można będzie dzielić ziemię po zabitych. A tu okazuje się, że na całą gminę jakszycką zabito tylko dwóch ludzi! Głos Jemieljana drżał smutkiem i rozczarowaniem". 
Nie o antysemityzm tu idzie (choć, kto wie, może i znaleźliby się tacy, którzy „odkodowaliby” z tej wypowiedzi taki podtekst), ale o zagadnienie – jak określa to Gross w „Strachu” – „moralnej zapaści”, kiedy ludzie, niczym hieny, próbują wzbogacić się na cudzej krzywdzie (Żydów) bądź nawet ich śmierci. Niestety, nie ma chyba żadnej opracowanej dotąd kontrowersji tyczącej tego okresu, choćby dla studiów porównawczych, albo dla zaspokojenia zwykłej ciekawości, aby wiedzieć, jakie zdziczenie przyniosła "Wielka Wojna". Stawiałbym tu na pewne korelacje ze spustoszeniem drugiej wojny, ale jak widać chyba z powyższego przykładu, nie od razu  pokusa grabieży antysemityzmem jest podszyta.
Inna historia z "Wojny i sezonu" przypomina także "Grossowe klimaty". Podczas już wojny Polaków z bolszewikami, wydarzyła się tragiczna w skutkach awantura, podczas jazdy pociągiem. "W sąsiednim wagonie jechało kilkunastu żołnierzy z Pułku Poznańskiego – wojska zapewne bardzo dzielnego w boju, ale niesfornego poza służbą, słynnego z grabieży, nękania ludności cywilnej, bicia Żydów. Zachowywali się krzykliwie i po chuligańsku. Do wagonu ich trafił żołnierz Żyd, z jakiegoś innego pułku. Zaczęli się nad nim znęcać: śmieli się z niego, nasuwali mu rogatywkę na oczy, szczypali go, udawali, że chcą go zakłuć bagnetem […] W czasie jakiegoś postoju w polu przed zamkniętym semaforem jeden z poznańczyków chlusnął na Żyda z bańki z benzyną, a drugi sięgnął po zapałki, mówiąc, że go podpali. Tego już biedak nie mógł wytrzymać. Wyskoczył z wagonu i zaczął biec na oślep w kierunku łanu zieleniejącego żyta". Nie zdążył. Zginął od kilku strzałów z karabinów.
W "klimacie Grossa" jest to właściwie typowy (oczywisty) przejaw ogólnie pojętych relacji polsko-żydowskich. Dla Pawlikowskiego – jeśli dobrze odczytuję charakter jego przekazu – takowe ujęcie jest raczej "bezcelowe i nawet szkodliwe". "Bezcelowe – jedynym bowiem, dość względnym celem takich rozrywek umysłowych jest utrzymanie na kuli ziemskiej kilku tysięcy katedr historii. Szkodliwe – bo […] ogłupia maluczkich i wbija im w umysły zniekształcony obraz tego, co nazywamy historią". (Nie znaczy to, że Pawlikowski neguje istnienie antysemityzmu wśród Polaków, bo też go dostrzega, a nawet określa "mistycznym", za sprawą polskiego katolicyzmu - gdzieś tam mentalnie zakorzenionego, który odgradza Polaków od Żydów).
Drobna to może różnica między świadkiem i komentatorem (cynicznym czasem), a teoretykiem moralistą (zasadniczym).

Michał K. Pawlikowski, Wojna i sezon, Wydawnictwo LTW, Łomianki 2011.

Brak komentarzy: