czwartek, 29 kwietnia 2010

Porażka X-tej Muzy

Oglądałem wczoraj nadawany w telewizji obraz „Powstali z popiołów” („Out of the Ashes”, 2002), produkcji USA. Oparta na faktach fabuła dotyczy doktor Giselli Perl, żydowskiej lekarki, która znalazła się w Auschwitz-Birkenau, gdzie została „asystentką” Josefa Mengele.
Film ten jest osobliwym przykładem, jak z dramatycznej historii wywołać można jej sparodiowane upiory. Choćby za sprawą uczynienia z takiego zbrodniarza, jakim był Mengele, niemalże klauna, który uciekł z cyrku. Już w pierwszym z nim zetknięciu na rampie kolejowej w obozie, pojawia się jego karykatura: stojący w odkrytym samochodzie Mengele (sic!), ubrany w czarny mundur (sic!), w białych jedwabnych rękawiczkach (sic!), sam jeden (sic!), po przyjeździe transportu Żydów przeznacza jednych na śmierć, drugich do życia. W selekcji nie uczestniczą czynnie żadni wytypowani do tej pracy więźniowie. Całą procedurą dyryguje Mengele, a „obsługą” przybyłych zajmują się potulnie wykonujący jego rozkazy esesmani. Można by hurtem przywołać z tego dzieła skrzywione detale.
Ale, co tam podrzędny film. Od razu mi się przypomniała klasyka, oscarowa „Lista Schindlera” („Schindler's List”, 1993). Jest u Spielberga taki motyw, kiedy w Auschwitz-Birkenau, niemieckie esesmanki zajmują się w łaźni anglojęzycznymi Żydówkami z Krakowa, odzywając się do nich po polsku …
Podaje się ludziom takie rzeczy do wierzenia (być może upraszczając je ze względu na widza amerykańskiego), a potem niektórzy podnoszą raban, że istnieje „tabu” nad stanem faktycznym, inni zaś patrzą z podejrzeniem na tych, co prostują to krzywe zwierciadło. W rzeczy samej, sytuacja ta przypomina dopiero prawdziwe kino.

Brak komentarzy: