niedziela, 13 marca 2011

Makiawelizm

Chesterton napisał kiedyś, że są ludzie, którzy o polityce wiedzą wszystko, ale nie znają się na politykach. Być może da się to podpiąć pod charakterystykę znacznej części politologów, przynajmniej wtedy, gdy wyrażają oni swoje opinie w mediach. Kto przygląda się polityce raczej wyzbywa się moralnych złudzeń. Brud polityki zwykło się nazywać makiawelizmem.
Machiavelli jednak jako jeden z pierwszych odważył się publicznie powiedzieć, że nie ma co umoralniać tego bagna „kazaniem na górze”, ale można spróbować odpowiednio je ukierunkowywać. Konkretnie na rację stanu państwa. Wykorzystując do tego całą patologię władzy: wyrachowanie, kłamstwo, zbrodnię i tak dalej. Nie ma to jednak wiele wspólnego z obecną socjotechniką, która bazuje zasadniczo na kształtowaniu pozytywnego wizerunku rządzących. Co z tego, że dany polityk jest cwany lub takiego udaje, skoro wykazuje się kompletną nieudolnością.
Osobliwość władzy – jawiąca się po lekturze Machiavellego – nie polega na aprobacie zepsutych cech polityka, co na podniesieniu rangi racji stanu, która mogłaby zyskać przez wykorzystanie cynicznych zachowań. I niejako jest to próba umoralniania władzy poprzez ukierunkowanie jej patologicznych tendencji. Pomijając bowiem owe ukierunkowanie, pozostaje tylko deprawacja. 

Brak komentarzy: