Książę François de la Rochefoucauld żył i poczynał sobie typowo, jak na siedemnastowiecznego arystokratę przystało. Intrygował, nadużywał, zaliczał i pojedynkował się dla przygody. Kiedy się wyszumiał, osiadł na salonach prowadzonych przez damy (matrony) i ponoć wtedy dopiero doszedł do pesymistycznych, a niekiedy i może zgorzkniałych wniosków na temat ludzkiej natury.
Zalatuje to współcześnie mizoginią albo i seksizmem, ale refleksje swe o wycwanionej miłości i śmieszności człowieka, zdaje się, w otoczeniu kobiet i pod ich wpływem tworzył, czasem też zmieniał. Straszne? Chwali się i gani większość rzeczy - sam powiadał - dlatego, że jest modą chwalić je albo ganić, jak większość rzeczy.
To on wymyślił także powiedzonka:
Czego jest najmniej w miłostkach – to miłości.
Starość jest piekłem kobiet.
Większość przyjaciół obrzydza przyjaźń, jak większość nabożnych obrzydza nabożeństwo.
Powaga jest obrządkiem ciała, wymyślonym dla pokrycia braków ducha.
Nigdy nie jest się tak śmiesznym przez właściwości, które się ma, jak przez te, które się udaje.
I tak dalej, i tym podobnie.
Niemniej, mizoginii czy rozczarowania do ludzi bądź filozofii można nabawić się nie tylko w salonach urody. Taki na przykład mizoginista Luter - wedle zasłyszanej opinii - Reformację wymyślił przy kuflu piwa, a innemu mizoginiście, niejakiemu Kartezjuszowi, jego metoda przyśniła się - również w zasłyszanych referencjach - po kilku głębszych, wziętych na noc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz